Pokolorowani - Rozmowa z autorem zdjęć
bastard — pon., 2011-02-14 10:03
Zanim zapytam skąd pomysł na taki projekt z wymalowanymi ludźmi ,powiedz skąd wogóle pasja fotografowania ?Czy był ktoś kto wszczepił Ci tego bakcyla ?
W moim przypadku trudno mówić o wszczepieniu bakcyla. Czasami mam wrażenie, że miałem go we krwi od urodzenia i tylko kwestią czasu było kiedy zostanie on obudzony. Fotografia zawsze przewijała się w rodzinie. Dzięki ojcu niemal od dziecka miałem dostęp do sprzętu i mogłem się z nim oswajać, łapać podstawy fotografii i ćwiczyć. Ale początki świadomego, przemyślanego fotografowania przypadają na moje lata studenckie, przy czym zaznaczę, że nie studiowałem niczego co miałoby jakikolwiek związek z fotografią. W tym właśnie czasie zgłosiłem się do mojego brata stryjecznego, Igora Śniecińskiego, który był fotografem, i który wziął mnie pod swoje skrzydła. To dzięki niemu mogłem zapoznać się z fotografią studyjną, to on zdradzał mi rozmaite tajniki fotografii, a co najważniejsze nauczył mnie patrzeć na świat z nieco innej perspektywy. Z pewnością mogę i mówię o nim jako o swoim mistrzu, któremu bardzo dużo zawdzięczam.
Oglądałam niedawno prace Ryszarda Horowitza -typowe zdjęcia reklamowe i portrety. Doczytałam się w jakimś artykule ,że nazywają go fotokompozytorem od razu wpadło mi w ucho to określenie, chociaż nie bardzo zgadzam się na totalną ingerencję photoshopa w zdjęcia. Rozumiem i doceniam,że "wielkim artystą jest "i wszystko mu wolno ,ale jego zdjęcia to bardziej plakaty - może wyłączając portrety. Ile jest w twoich fotografiach naturalności ,a ile ingerencji ?
Wspomniałaś o Ryszardzie Horowitzu i jego ingerencjach w obraz. Fotografia ma rozmaite oblicza, jedni wiernie oddają rzeczywistość, starając się pozostać niewidzialnymi uczestnikami wydarzeń, które uwieczniają, inni delikatnie poprawiają rzeczywistość, a jeszcze inni od początku do końca budują światy, które wcześniej wyrosły w ich wyobraźni. Wszystko to nazywamy fotografią, a co z tego bardziej nam się podoba, to już kwestia indywidualna. Ja należę do tradycjonalistów. Im więcej zdjęcia w zdjęciu tym lepiej. Oczywiście korzystam z narzędzi epoki cyfrowej i nie staram się zanegować ich istnienia. Ale wszędzie tam gdzie dany efekt można uzyskać tradycyjnymi metodami to staram się właśnie nimi posługiwać, by w efekcie jak najmniej czasu spędzać przed monitorem. Choć i tak często muszę tłumaczyć, że to nie photoshop, tylko np. użyłem obiektywu typu tilt-shift czy DC. Wracając zaś do Horowitza, to z pewnością należy mu się ukłonić ze względu na jego wkład w rozwój fotografii i dokonania, jednocześnie z pewnością nie znalazłby się na mojej liście mistrzów, których podziwiam i których chciałbym dogonić w perfekcji budowania obrazów.
I tu się całkowicie zgadzam – Doceniam jego dorobek ,ale nie koniecznie mi się to podoba.
Przeglądanie Twojej galerii zaczęłam od pejzaży i architektury - muszę Ci powiedzieć ,że akurat miałam niezbyt dobry czas w swoim życiu. Pierwsze wrażenie to smutek ,ale po chwili chciałam znaleźć się w tych miejscach .Dały mi poczucie totalnego spokoju i odprężenia. Pewnie niezbyt dobrze je zinterpretowałam co ?
Czyli co autor miał na myśli... ;) Interpretacja to rzecz indywidualna, ważne jest jednak to, że te zdjęcia wywołały jakieś emocje, bo właśnie o to chodzi w fotografii. O to by pokazując zdjęcia skłonić widza do myślenia. Funkcjonuje takie dosyć znane powiedzenie, że świat jest pełen niezwykle ostrych, technicznie doskonałych ,lecz gówno wartych zdjęć... W tym powiedzeniu jest bardzo dużo prawdy, oczywiście trzeba opanować i rozwijać technikę fotografowania, ale to nawet nie jest połowa drogi do tego by zrobić dobre zdjęcie. Jednak wolałbym nie zagłębiać się w kwestię co jest dobre, a co nie. W tej materii wszystko jest płynne. Wytyczanie granic pomiędzy sztuką , a kiczem lepiej pozostawić w rękach profesorów i czasu, który wszystko bezlitośnie weryfikuje. Mi natomiast wystarczy to, że udaje mi się moimi obrazami wywoływać emocje, skłaniać do myślenia jak i to, że są ludzie, którzy chcą wieszać sobie moje prace w swoich domach.
Pamiętasz ? w pierwszej wersji notatki informacji na temat Twojego projektu użyłam co do Twojej osoby określenia -artysta. Nie bardzo Ci się to spodobało. Dlaczego ?
Tak, artysta... Wydaje mi się, że jeszcze nie czas na takie określenia. Oczywiście cieszy mnie jeśli ktoś postrzega mnie w tych kategoriach. Ale, póki co, skupiam się na tym jak wiele mam do zrobienia, jak wiele mogę się jeszcze nauczyć i ile mam w głowie pomysłów, które czekają na realizację. I może jak wszystko to - o czym wspomniałem stanie się faktem, to znajdę miejsce w głowie by myśleć o sobie jako artyście.
Uważam ,że jeśli sami wierzymy w to co robimy i zdajemy sobie sprawę z własnej wartości to inni zauważają to choćby podświadomie i zaczynają doceniać Twoją osobę jako właśnie artysty.
Ale ja nie mam problemu z wiarą w sens tego co robię. Po pierwsze dlatego, że fotografia jest fantastyczną odskocznią od pracy zawodowej, jest moją pasją i moim światem, w którym wypoczywam. Posiadanie czegoś takiego w życiu nadaje mu sens. Po drugie, bez fałszywej skromności, wiem , że wielu osobom podoba się to co robię. A fakt, że chcę to robić jeszcze lepiej i lepiej nie jest przejawem braku wiary w siebie, a świadomości gdzie jestem , a gdzie mogę być jeśli tylko będę pracował nad rozwojem. I może na końcu tej drogi przyznam sam sobie prawo do nazywania się artystą. A jeśli już teraz ktoś tak mnie postrzega, to cóż..., bardzo mi miło :)
Dobrze więc ,może teraz zdradzisz nam – mi skąd pomysł z "pokolorowanymi " . Nie masz przecież jeszcze ;-) tatuażu (z premedytacją mówię jeszcze bo to wciąga jak fotografia i jeśli na razie robisz zdjęcia wytatuowanym ludziom to zapadniesz na tą chorobę ) I skąd pomysł na taki tytuł ?
Pomysł wpadł niemal znikąd. Zobaczyłem jakieś zdjęcie wytatuowanej osoby i pomyślałem - dlaczego nie... Chwilę później zacząłem przeglądać zdjęcia i zastanawiać się jak ja chcę przedstawić ten temat. Równie szybko zrozumiałem, że nie ma sensu powielać tego co już zostało zrobione. A bardzo dużo zdjęć o tej tematyce, to mroczne obrazy, stylistyką zbliżone do clipów Marylin Mansona. Dlatego ja chcę pokazać normalnych, prawdziwych ludzi, z emocjami, uśmiechniętych, kochających... Wydaje mi się to tym bardziej słuszne, że tatuaż wciąż jest postrzegany w dosyć dziwny sposób. Zbyt rzadko dostrzega się w nim sztukę, za to byt często wytatuowanych ludzi kojarzy się z marginesem społecznym, co jest dla mnie kompletną bzdurą. Chciałbym poprzez te zdjęcia zadać kłam tym stereotypom.
Pomysł na tytuł serii "podkradłem" o dwójki wspaniałych ludzi, dzięki którym udało mi się wejść w świat
tatuażu. Agnieszka i Marcin, o których mowa, prowadzą na Facebooku stronę zatytułowaną "Pokolorowani". I to oni byli pierwszymi śmiałkami, którzy zdecydowali się odwiedzić studio. A muszę podkreślić, że te początki wcale nie były łatwe dla kogoś kto wcześniej nie miał żadnej styczności z tym światem. Dlatego korzystając z okazji, muszę podziękować Agnieszce i Marcinowi za pomoc w tych pierwszych krokach, za zaangażowanie i wspieranie rozwoju projektu, no i za możliwość wykorzystania nazwy Pokolorowani. Dziękuję Wam serdecznie i liczę, że dotrwacie ze mną do końca, którym mam nadzieję będzie wystawa :) Ale żeby nie było tak "kolorowo" i sympatycznie to dodam, że przez tych dwoje wciągnąłem się nie tylko fotograficznie!!! W mojej głowie zakiełkował już i rozwija się pomysł na tatuaż. Cóż..., tak to musiało się skończyć.
Dla mnie jest to genialny projekt ,bo tatuaże Twoich modeli są pewnie kolorowe , a tu czarno - białe zdjęcia . Czyli to nie tatuaże są ważne ? Chociaż to wytatuowani ludzie ?
Tatuaże są ważne, bardzo, ale nie mniej niż ich "nosiciele". W czarno-białej fotografii czuję się najlepiej, uwielbiam ją, moim zdaniem pozwala się ona lepiej skupić na przesłaniu zdjęcia, na formie. Oczywiście większość tatuaży jest kolorowa, ale skoro nie tworzę dokumentu, to nie mam też obowiązku idealnego odwzorowania rzeczywistości. Staram się zachować kompromis pomiędzy tatuażem, a osobą, nie eksponuję żadnego z tych dwóch elementów jako pierwszoplanowy, to ma być homogeniczna całość. Na samym początku zrobiłem coś w kolorze, ale zupełnie nie miałem do tego przekonania. Kolejne sesje, kolejne zdjęcia i wszystko było już B&W. I chyba tak już zostanie.
Zawsze zastanawia mnie zachowanie osób ,które trafiają niejako z ulicy na tak profesjonalne sesje zdjęciowe. Wydaje się ,że ludzie mający tatuaże są pewni siebie i wiedzą czego chcą ,ale jak zachowywali się przed obiektywem aparatu ?
Obiektyw zazwyczaj onieśmiela, a onieśmiela jeszcze bardziej w studio, czyli w obcym środowisku, któremu trzeba się podporządkować. Jednak nie jest też aż tak strasznie. Moją rolą jest wprowadzić możliwie najlepszą atmosferę, rozładować początkowe napięcie i obawy. Jedni potrzebują 10 zdjęć, inni 20 by przekonać się o tym, że dźwięk migawki i błysk lamp to nic strasznego. Potem zaczyna się prawdziwe robienie zdjęć. Najważniejsze jest to by zdobyć zaufanie modelki/modela. Uważam, że sesja zdjęciowa jest swego rodzaju sytuacją intymną. Ja oczekuję, że zobaczę przez obiektyw prawdziwą osobę, nie pozę, nie sztucznie wykreowany wizerunek, tylko prawdziwego człowieka z jego emocjami. Dlatego właśnie muszę stworzyć maksymalnie komfortową atmosferę. To również jest nieodłączną częścią pracy fotografa, trzeba lubić ludzi, interesować się nimi, a w żadnym wypadku nie można traktować ich jak żywe manekiny, które zmieniają się na planie.
Jak duży jest to projekt ,ile osób zgłasza się do Ciebie ? Ile z nich ma szansę na udział w sesji ?
Docelowo chciałbym mieć około 40 osób, 40 dobrych, w mojej ocenie, zdjęć. Zgłoszenia wciąż płyną , każda kolejna sesja zachęca następne i następne osoby. Niestety nie wszystkich mogę zaprosić na zdjęcia, ponieważ chciałbym by materiał był możliwie ciekawy i zróżnicowany. Ale biorąc pod uwagę fakt, że nie dotarłem jeszcze nawet do połowy, to wciąż warto się zgłaszać, za co wszystkim bardzo dziękuję.
A co potem, kiedy materiał zostanie zamknięty?
Bardzo bym chciał zorganizować wystawę. To niestety jest też uzależnione od możliwości sfinansowania jej. Chciałbym bowiem by była to prawdziwa wystawa, na której będę mógł pokazać naprawdę duże odbitki, bo dopiero wtedy widać co faktycznie dzieje się na zdjęciu, można docenić detale. Pozostaję jednak optymistą i myślę, że uda się wszystko zorganizować tak jak to sobie wymarzyłem. I na tę okazję chowam w "szufladzie" ujęcia, które uważam za udane , i którymi będę chciał zaskoczyć widzów.
Mam nadzieję ,że Tattooart również będzie miał swój udział w organizowaniu Twojej wystawy. Jestem nadal pod wrażeniem Twoich prac .Dziękuję bardzo za rozmowę i zdaję sobie sprawę ,że tylko dotknęliśmy tematu. Może dokończymy przy okazji wystawy ? ;-)
Rozmawiała KEYARA
- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać


