Ragi wypociny # 3
admin — ndz., 2011-09-04 15:38
Do trzech razy sztuka jak mawiają starzy górale! W tle przygrywa Grave, Ligeia i Decapitated i Cream czyli wzorcowa muzyka mogąca posłużyć za pomoc w przelaniu swoich frustracji do komputera. A frustracji jest tyle, że aż sobie brodę zapuściłem!
Moi kochani. Najpierw chwila prywaty i nie, nie mam zamiary pozdrowiać Pipka, Ivi, Paciora, Mazi, Irasa czy inną Jagódkę. Absolutnie tego nie zrobię. Chciałbym raczej podziękować, przybić piątaka,czy przeprosić tych wszystkich, którzy czytają te „wypociny”. Z pewnego ślicznego źródełka wiem, że jest Was trochę .
Więc nie obawiaj się czytając te bzdury od Ragi. Jeśli duża ilość osób robi coś tak głupiego to zgodnie ze starą zasadą musi być to fajne. Tak było z deskorolkami, thrash-metalem czy obrzydliwymi japońskimi pornóskami i podobnie jest z czytaniem tego typu wypocin .
W ostatnich felietonach liznęliśmy (uwaga: trudne słowo!) metodologię osób w kontekście światowego zjawiska występującego pod piękną nazwą „tattoo”. Kończąc drugi felieton obiecałem zająć się tajemniczą księgą „Przygarniętych wyklętych”. Jak myślicie – kim albo czym są bohaterowie tej księgi? Przecież przygarnięcie i wyklęcie to raczej pojęcia się wykluczające… Nic bardziej mylnego. W świecie, gdzie elektryk zostaje prezydentem, ludzie wieszają się w samoobronie i całe hordy dziewczyn zakochują się w chłopcu, który wygląda jak niezła laska jest i miejsce dla NAS. Tak, ja również zaliczam się do tej specyficznej, elitarnej i w ogóle w pytkę grupy ludzi, którzy kochają tatuaże, posiadają ich znaczną ilość i nie boją się żyć trochę obok zwykłego społeczeństwa wypełnionego jak szambo po brzegi szarakami. Jednak i tutaj mamy podział na tych bardziej i tych mniej bardziej i tych całkiem „żylastygrubybezwazelinywtwojejelito” nie bardziej.Odwrotnie niż ostatnio zaczniemy od tych pozytywnych wyjadaczy:
- typ „mam dużo widocznych dziarek i mam wyjebane” – te osobniki mają szczęście i mają wyjebane. Są godni zazdroszczenia, choć i tutaj nie ma róży bez ognia. Zazwyczaj pracują w wolnych zawodach lub w tzw. pracach „marzeń” np. obsługa skate shop’u, choć i zdarzają się roby w wyższych szczeblach hierarchii. To oni torują drogę akceptacji tatuaży jako ozdoby ,a nie symbolu kryminalnego. Czasem się trochę przypucują na chojraka, bo nie każdy wie od razu jakie z nich łagodne i przemiłe stworzenia Do tej grupy zaliczam również grupę występującą głównie na Śląsku jak i w mniejszości w reszcie kraju
- ludzi ciężko pracujących w normalnych zawodach, którzy kochają tatuaże i się po prostu wszędzie dziargają. To w tej grupie bardzo popularne są motywy związane z ich codziennym życiem i pracą. - typ „mam dużo widocznych dziar i mam wyjebane i jestem na dodatek przekozak” – te osoby mają się z pozoru jeszcze lepiej niż grupka powyżej, bo pracują w firmie związanej na stałe z światkiem tattoo. Kozaki mają się jak u pana Boba za piecem, chwycili szczęście za nogi, zrobili głębokie gardło losowi ,a godzinną rozkosz oralną fatumowi. Wydaje się, że nie ma już lepszych typów na dzielni – oni robią w studiu jako wszystko - oprócz tatuator i właściciel. Dziargają i kłują się często albo za darmo albo za psie pieniążki. Jeśli myślisz, że to oni są ogniwem łączącym człowieka z panem Bobem taki odpowiednik gołego tłustego cherubina to jednak jesteś w błędzie. Praca codzienna w studiu tattoo to nie rurki z kremem. Na dodatek bycie mega indywidualnością niesie ze sobą konsekwencję, że samemu zaczynasz w swoją zajebistość wierzyć. I wtedy robota leży, szef się denerwuje i wychodzi na jaw jak bardzo jesteś cienki bolek. Każdemu trzeba życzyć jak najlepiej, więc trzymajmy kciuki za tych, którzy jeszcze nie zostali zwolnieni…
- typ „nie miałem jaj, by się wydziarać to zrobiłem kolczyk – teraz mam ich z 50 kg - z czego kilka kilo przy klejnotach, więc w końcu jaja mi pozwalają się wydziarać to lecę na grubasa…” – ale się narażę teraz… Nie mogłem nigdy zrozumieć tych wśród nas, którzy wkręcili się do „Przygarniętych wyklętych” przez metal wbity czy zawieszony na ich ciele. Po prostu piercing zawsze wydaje mi się czymś nietrwałym – wręcz przeciwieństwem tatuażu. Jednak i tu doszło do zmian uprawniających tą grupę wyrzutków o zamiłowaniu do stali, venflonu czy innych tajemniczych i bizzarnych rzeczy Nie wypowiadam się na temat o którym nie mam pojęcia, więc o wykolczykowanych dziargatorach i osobach z fetyszem do kolczyków zrobimy wywiad – a co! Kto brodziatemu zabroni!? Mała anegdotka: może i Raga dołączy do wykolczykowanej braci, ale musi się przekonać do przekłutych sut, sutów czy smuteczków.
- typ „traktuję tatuaż artystycznie, zbieram dzieła sztuki na swym ciele i mogę ci pocisnąć długą pogawędkę ,po której zrzygasz się,a ja będę dalej napieprzą werbalnie…” – no muszę się przyznać. Sam należałem do tej grupy. Niby traktuje tatuaż na luzie, to jednak gdzieś wkrada się tutaj śmiertelna powaga. Tatuują się świadomie, choć mają stare buraki na ciele – mają arcydzieła obok średnich wypocin Józka z klatki obok. Znają tacy wszystkich czołowych, większość znanych i wielu nieznanych tatuatorów światowej klasy, obcykani są w dziełach sztuki związanej z tattoo, czasami są wręcz (uwaga! Trudne słowo – użyj Wikipedii !) antropologami calutkiego świata/zjawiska tattoo na świecie. Nie robiąc nikomu kryptoreklamy napiszę tylko, że są takie rude dziewczyny z fetyszem na brodatych, które dobrze pasują w tą naszą szufladkę. Tą grupę szanuje wyjątkowo – zazwyczaj nie pracują w tattoo-byzzznesie, choć wyjątki się zdarzają, a swoją pasję realizują mimo, że i tak większość nie docenia ich pracy. Pasowałoby tu teraz zdjęcie małego słodkiego kundelka głaskanego przez chłopczyka – tak na zachętę dla tej grupy i w podziękowaniu za ich wkład w… no wkład.
O samych tatuatorach porozmawiamy osobno – tosz to temat wręcz wymarzony dla felietonisty spod ciemnej gwiazdy jak ja.
Nie spodziewałem się aż tyle napisać o pozytywnych „Przygarniętych wyklętych”. Widocznie wodolejstwo nie ogranicza się u mnie tylko na płaszczyźnie werbalnej.
Z mojej strony nadal zachęcam Was do nadsyłania swoich uwag, prośb, zażaleń i zdjęć Waszych nagich dup (obojętne czy dupy w sensie dosłownym czy wulgarnym określeniu na kobietę) – biorę wszelkie sugestie pod uwagę, traktuje Was przecież tak bardzo serio – nie widzicie tej więzi przebijającej się między wierszami? Ja też nie – i dobrze . Wraz z moją ekipą produkcyjną (k*rwa Raga nie ściemniaj!) zastanawiamy się nad urozmaiceniem wypocin o materiał audio-video. Takie video-felietowanie jako uzupełnienie to pismakowych wypocin Wujka Dobra Raga.
Widzimy się na kolejnej polskiej konwencji – obojętnie gdzie obojętnie kiedy – znajdę Cię!
Raga138@gmail.com – SCHREIB MICH AN!
- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać


